Dorastanie jest trudniejsze niż myślałem. Nie skończyło się na jednym zawodzie miłosnym, kilku smutnych dniach, oglądaniu seriali w samotności i wpieprzaniu pizzy o każdej porze dnia. To był dopiero początek tej skomplikowanej drogi. Może nie wydaje się że to było straszne, ale było. Po prostu nie napisałem tutaj wszystkiego. Cóż ostatnie dni nie były łatwe, a wczoraj byłem na linii, która dzieli życie i śmierć. No ale od początku. Nie opowiem wam całej historii bo myślę, że skoro już opisuję tutaj moje życie prywatne to mógłbym zadbać o anonimowość ludzi w nim uczestniczących. Więc, nowa znajomość, taka niespodziewana, dwoje ludzi, których łączy podobna historia, spotkanie, trudne dla obu stron ponieważ doszło do kilku niezręcznych chwil. Kłótnia z przyjacielem, który się martwił. I jeszcze kilka osób zamieszanych w tę całą sytuację. To wyglądało jak typowa telenowela. Nadszedł kolejny dzień, niby kończący tę dramę. Cóż moja psychika nie wytrzymała. Zostałem w domu sam, paląc papierosa i pijąc kawę zastanawiałem się nad tym wszystkim. Nowa wiadomość. Kiedy przeczytałem - "Zadzwonię do ciebie, to będzie krótka rozmowa" ogarnął mnie strach, taki jakiego jeszcze nigdy nie czułem. Zawsze dążyłem do samotności, tak czułem się lepiej. Wczoraj spanikowałem. Wszystkie emocje, skrywane przez ten cały czas wylały się ze mnie. Płakałem, po prostu płakałem, to dla mnie porażka, okazałem słabość. Wiem że to nie miejsce na tego typu posty, po prostu poczuję się lepiej wyrzucając to z siebie. Cóż nigdy nie miałem wysokiej samooceny. wtedy po prostu powiedziałem sobie co tak na prawdę czuję. Wyobraźcie sobie człowieka, który siedzi sam w domu i krzyczy jak bardzo siebie nienawidzi i obwinia o to, o co nie powinien. Jak krzyczy że chce umrzeć. Człowieka, który boi się samotności. Siedzącego skulonego i zalanego łzami, bo chcę odejść. To było dla mnie za dużo. Przytłoczyło mnie to. W pewnym momencie chciałem desperacko wrócić do czasów gdy byłem małym gówniarzem i jedynym moim problemem było, że zepsułem zabawkę. Ostatecznie siedziałem i czekałem na telefon, okazało się że nie dobił mnie a sprawił, że znów płakałem, tylko że ze szczęścia.
Wiem, że sam nie dałbym rady, a moje wczorajsze właśnie to pokazuje. Nie poradziłbym sobie.
Może i dzień zaczął się słabo, to skończył nie najgorzej. Wyszedłem z jaskini, staram się być mniej aspołeczny i chce otwierać się na ludzi. Nie chcę być wiecznie dziwny, ponury. Chcę żyć.
Casper Harold Smith x